Wstyd i hańba! Prawie miesiąc mnie tu nie było. Nawet nie próbuję się usprawiedliwiać...
Za to dziś hurtem, w telegraficznym skrócie wrzucę moje ostatnie poczynania, bo to że mnie tu nie ma nie znaczy ze się obijam :)
Na pierwszy ogień Ptasior. Zrobiłam go na podstawie opisu udostępnionego przez
escadox.
Ptasior najpierw był łysy, ale dorobiłam mu czuprynę bo Krysia lubi "kudlić" zabawki :)
Zrobiłam też pierwszego w swoim życiu królika tildowego. Totalna amatorszczyzna moja: własnoręczny wykrój, stara koszulka jako materiał i (uwaga, uwaga!) szycie ręczne!... Efekt szycia tego bezpłciowca poniżej:
Nieskromnie przyznam że efekt mnie zadowala, zważywszy na fakt że szyć nie umiem. Muszę jeszcze zastanowić się czy to Pan czy Pani i przyodziać tego golasa :)
Na koniec zajawka bieżącego projektu
Ta różowa kupka nieszczęścia to bawełniany kocyk, roboczo nazwany Fuxja, do krysinego pokoju. Rozpaczliwie muszę pozbyć się tej bawełny, nota bene recyclingowej ze swetra SH, bo bez przerwy włazi mi w ręce. Powstało z niej kilka obciachowych dodatków, nie nadających się do pokazania światu, m.in.ażurowy beret (spróbujcie to sobie wyobrazić jeśli wystarczy Wam fantazji...) Liczę na to że kłębki zamienione w kocyk nie będą już tak niebezpieczne i odczepią się ode mnie raz na zawsze...