Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lipca 2013

Zielono mi czyli pesto z pietruszki

Dziś będzie kulinarnie.

Dostałam wczoraj sporą ilość natki pietruszki od sąsiadki. Wiecie, taka ekologiczna, pełna słońca i pachnąca natka... Jako że zapas zamrożonej na zimę już  mam, a suszonej nie używam dużo, przerobiłam ją na pesto. Odkryłam to pesto w ubiegłe lato i w tym roku też będę się nim objadać. Podzielę się z Wami przepisem na to cudo.



Zielone pesto z natki pietruszki

  • pęczek natki pietruszki
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 łyżeczka sosu sojowego
  • ząbek czosnku
  • po 1-2 łyżki nasion słonecznika, dyni lub sezamu
  • szczypta pieprzu
Natkę przebrać, tzn zostawić listki, grubsze łodyżki wyrzucić. Wszystkie składniki zmixować na gładką masę mixerem lub blenderem. Przechowywać kilka dni w lodówce.
Idealne do chleba z masłem, albo makaronu na szybki, lekki obiad w gorący dzień




Jak widzicie przepis jest dziecinnie szybki i prosty. A efekt? Mmmmmmm... A do tego jest piekielnie zdrowe - o wspaniałych właściwościach pietruchy możecie poczytać w internecie.
I kto powiedział że jak zdrowe to musi być niedobre?


Uwaga! Pesto zostaje trochę na zębach więc zanim wyszczerzycie się do kogoś w uśmiechu to przejrzyjcie się w lusterku :D 



Bon apetit!

poniedziałek, 8 lipca 2013

Czekolada z wanilią czyli fartuszek o dwóch twarzach

Przystąpiłam do Letniej Szkoły Szycia u Intensywnie Kreatywnej. Pierwszym "prawdziwym" uszytkiem był dwustronny fartuszek kuchenny. Długo nie wiedziałam z czego go uszyć. W końcu wyciągnęłam ze skrzyni na materiały brązową i kremową tkaninę i voila!


 Oczywiście nie byłabym sobą gdybym czegoś nie pozmieniała i nie utrudniła. Już samo szycie fartuszka z 2 kolorów było utrudnieniem, a ja wymyśliłam sobie jeszcze marszczoną kieszonkę z przodu, wykończoną koronką:


Ozdobny ścieg na pasku wg zaleceń:


Wiązanie:

Oba wiązadła są jednakowej długości, mimo że zdjęcie sugeruje coś innego.

I jeszcze jeden rzut na całość:



Jestem z fartuszka bardzo zadowolona. Jest na tyle elegancki że mogę w nim bez wstydu otworzyć drzwi listonoszce :) choć dostrzegam pewne mankamenty i niedociągnięcia.

*****

Przypominam o moim CANDY - zapraszam serdecznie. Aż kilogram włóczki szuka nowych właścicielek!

piątek, 13 lipca 2012

Razem-wiczki cz.2 i zachciało się Babie czeresni...

Prawie na ostatnią chwilę zdążyłam z razem-wiczkami, bo za moment pojawi się kolejna część tutoriala. Ja ambitna jestem i nie chcę w tyle zostawać.




Wyrobiłam się na czas i mogę czekać na następny odcinek serialu "Razem-wiczki"

***

Jako że lato w pełni, a ja bez przetworów lata nie uznaję, zachciało mi się konfitury z czereśni. Jeden słoiczek, symbolicznie, na otwarcie sezonu przetwórczego. Cóż... nie wiedziałam czym to zaskutkuje.
Wydrylowałam rzeczone czereśnie, własnorecznie wyglądając przy tym jak rzeźnik, wpakowałam do gara, zasypałam cukrem i wstawiłam na mały ogień... niech się partoli...


Krystyna w sposób nieuznający sprzeciwu zakomunikowała (czyt. rozdarła się w niebogłosy) że jest głodna. Uległam prośbie, bo jak tu nie ulec, i poszłam z Małą otworzyć bar mleczny. Tymczasem czeresnie na kuchence puściły sok, a ten postanowił opuścić garnek i zwiedzić kuchenkę, blat kuchenny i beztrosko spłynąć za szafką, po kafelkach na podłogę kuchni. Zdjęć z krwawej łaźni, czy raczej kuchni nie ma, bo zachowując odrobinę przytomności i miotając całą zawartością mojego nieparlamentarnego słownika, zamiast za aparat chwyciłam za szmatę i mopa. Kolejną godzinę walczyłam z lepkimi zaciekami, a z mojego przetwórstwa ostał się skromny urobek: 


Chociaż tyle...
***
Na deser migawki z integracji mojego domowego inwentarza:
sielanka...

Kiciasty przygotowany do ewakuacji

środa, 9 listopada 2011

Zapachniało nieco Świętami

Odwiedzając Wasze blogi, widzę że wkracza już powoli nastrój świąteczny, przygotowujecie świąteczne ozdoby. Ja nie będę w tym roku robić kolejnych gwiazdek czy bombek, bo i tak nie mam na tyle miejsca żeby wyeksponować to co już mam :)
Za to kulinarnie zaczęłam już przygotowania. Zagniotłam (a właściwie szanowny Mężuś zagniótł bo do tego trzeba sporo siły) ciasto na piernik, które musi teraz leżeć surowe przez ok miesiąc, a po upieczeniu kolejny tydzień lub dwa. Nie wyobrażam sobie Świąt bez tego piernika, jego smak jest wyjątkowy, prawdziwie piernikowy i wart zachodu. Obecnie mój piernik prezentuje się tak:

 i spoczywa sobie owinięty w folię spożywczą i ściereczkę w lodówce czekając 5-6 tygodni na upieczenie

Przepis dostałam od Agatka kilka lat temu i pozwolę go sobie tutaj przytoczyć:

Pierniczki z wyprzedzeniem
składniki:
1kg mąki (mnie zawsze potrzeba 2 kg i więcej)
1/2 litra miodu
2 szklanki cukru
1 kostka smalcu
1/2 szklanki mleka
3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
3 jajka
szczypta soli
1 torebka gotowej przyprawy do piernika, ale to nie wystarczy: do tego osobno imbir, cynamon, gałka muszkatołowa, kardamon, mielone goździki.

W dużym garnku na małym ogniu rozpuszczamy miód, smalec i cukier na jednolitą masę. Kiedy ostygnie dodajemy mieszając i ugniatając rękami mąkę, jajka, sodę rozpuszczoną w chłodnym mleku, szczyptę soli oraz przyprawy-do gotowej mieszanki dodajemy oryginalnych przypraw  tak, by wszystkich było co najmniej pół szklanki.Zagniatamy na jednolitą masę, odklejamy ręce, kulę ciasta wkładamy do miski, miskę owijamy folią ( nie do końca szczelnie) i ściereczką, i odkładany w chłodne miejsce na 4-5 tygodni.

Po tym czasie możemy wykorzystać ciasto na 2 sposoby-oba pyszne :)
1. upiec małe pierniczki, wałkując ciasto dość grubo i piekąc ok 10-15 min do zrumienienia, w temp 180-200 st C, w zależności od grubości ciasta. Po upieczeniu koniecznie przyozdobić lukrem lub roztopioną czekoladą.
2. uformować odpowiedniej wielkości wałek i upiec piernik w keksówce, w temp 200 st C (nie pamiętam jak długo. Po upieczeniu i ostygnięciu przeciąć wzdłuż na 3 części i przełożyć je powidłami śliwkowymi, albo śliwkową nutellą, a po wierzchu grubo polać roztopioną czekoladą.


poniedziałek, 14 marca 2011

Cycaty torcik - jak najbardziej hand made :D

W tym tygodniu mój Szanowny Małżonek obchodzi 30 urodziny. Z tej niecodziennej okazji w minioną niedzielę wydaliśmy uroczysty obiad dla najbliższej rodzinki. Gwoździem programu był wykonany przeze mnie tort:

Solenizant dobiera się do tortu ;-)


Wśród gości zrobił piorunujące wrażenie. A Wam jak się podoba? :D