Strony

środa, 10 sierpnia 2011

Drugie życie starego swetra czyli lumpexowy recycling

Dziergam od kilkunastu jeśli nie ponad dwudziestu lat i nigdy nie byłam stałą bywalczynią pasmanterii. Zawsze korzystałam ze starych, ogromnych zapasów włóczek mamy albo recyclingowałam swetry z SH. I o tym właśnie dzisiaj będzie, bo jak się okazuje sporo dziergających osób nie wie jak się do tematu zabrać.
Pierwszym krokiem jest wybranie się do SH i zakup swetra. Ja zawsze zwracam uwagę na to co jest napisane na metce, z jakiego materiału sweter jest zrobiony, oraz jakiego rodzaju są szwy. To bardzo ważne. Szwy powinny być podobne do tych które same stosujemy w robótkach. Jeśli brzeg szwu jest obrzucony maszynowo, to lepiej sobie taki sweter darować, ponieważ dzianina pod szwem jest ucięta nożyczkami i niewiele nam ze sprucia swetra zostanie )kupka kilkumetrowych kawałków nici). Poniższe zdjęcia powinny przedstawić obrazowo o co mi chodzi:
 szew nie nadający się do sprucia


 szew nadający się do sprucia
Po zakupie swetra trzeba go wyprać, wysuszyć...
 ... następnie rozpruć szwy łączące poszczególne części i spruć te części. 
W tym momencie dochodzimy do najbardziej żmudnego etapu pracy, bo okazuje się często że nić czy włóczka jest odkształcona i pofalowana wieloletnim często przebywaniem w drutowym czy szydełkowym splocie. Trzeba ją wyprostować. Technik jest kilka. Ja zwykle nawijałam włóczkę na motowidło i prałam -ten sposób przedstawię innym razem.
Przy okazji zakupu powyższego swetra zostałam zmuszona do znalezienia innego sposobu, ponieważ materiał z którego jest zrobiony to chyba jakiś rodzaj lurexu, albo innych syntetycznych i bardzo lejących nici. Pobuszowałam w internecie i postanowiłam spróbować wyprostować nić za pomocą pary. Używając 2 garnków z pokrywkami i 2 drewnianych drutów do dziergania zaimprowizowałam taką oto parową prostownicę:

 Przyznam że byłam bardzo zdumiona skutecznością tej metody. Włóczka w momencie się prostowała. Wystarczyła jaj dosłownie sekunda nad parą podczas przewijania z jednego kłębka w drugi. Tak wygląda efekt:

Drugą przetestowaną metodą było prostowanie w mikrofalówce. Polega to na nawinięciu włóczki na szklaną butelkę lub słoik i "ugotowanie" w mikrofali. Podeszłam do tego ze sporą dawką rezerwy bo bałam się żeby nici się nie uszkodziły, dlatego nastawiałam nici ostrożnie, na krótkie czasy, a dokładnie 3x1 min. Myślę że do każdego gatunku przędzy trzeba dobrać czas gotowania indywidualnie:



Efekt prostowania tych nici w mikrofali był nieco gorszy niż nad parą ale wystarczająco zadowalający.

Obecnie z tych czarnych nici powstaje suknia, która jeśli tylko zdążę będzie miała swój debiut na ślubie i weselu mojego Brata w pierwszą sobotę września. Trzymajcie kciuki żebym zdążyła, bo to bardzo pracochłonny projekt!

Mam nadzieję że mój dzisiejszy wywód okaże się dla niektórych z Was pomocny. Pozdrawiam ciepło wszystkich odwiedzających!

8 komentarzy:

  1. Zdolna i pomysłowa kobieto zapraszam do mnie po wyróżnienie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo zainteresowałaś mnie metodą na parę. Niestety nie potrafię sobie wyobrazić na czym ona polega. Chodzi o to, żeby rozciągnąć jakoś tą włóczkę nad garnkiem, rozpościerając pomiędzy drutami? Cały kłębek (oczywiście jakoś rozpostarty pomiędzy tymi drutami), czy pojedynczą nić przesuwać nad parą? Coś w tym wypadku wyobraźnia u mnie słabo działa :)

    Z tymi szwami, to masz całkowitą rację. Dziękuję za pozostanie moim obserwatorem, dzięki czemu do Ciebie trafiłam i mogłam przeczytać tego niesamowicie interesującego posta. Uwielbiam recykling, ale jakoś nie pomyślałam, aby kupować swetry w SH i je pruć... czas to nadrobić :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS - i nie mogę zrozumieć, do czego potrzebne są dwa garnki :]

      Usuń
    2. Może faktycznie słabo to przedstawiłam. Już to nadrabiam.
      Dwa garnki, bo w jednym jest gotująca się woda, z której powstaje para i prostuje włóczkę, a w drugim znajduje się motek włóczki która prostujemy. To nie musi być garnek, tylko cokolwiek, żeby motek nie gonił po kuchni samopas.
      Na garnek z wodą położyłam drewniane druty, a na nie pokrywkę z garnka. W ten sposób powstała szczelina w której nić swobodnie się przesuwa.
      Nić wychodzi z jednego garnka (tego bez wody), przechodzi przez szczelinę nad para i zwijasz ją po drugiej stronie. Nie trzeba nic specjalnie naciągać. Po prostu przewijasz nici z jednego motka na drugi nad parą.
      Ostatnio prostowałam tak kaszmir i też się pięknie udało.
      Jak jeszcze mam coś wyjaśnić to pisz śmiało.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Teraz wszystko zrozumiałam i koniecznie muszę wypróbować :)
      Dawniej moja mama wiele razy coś pruła i robiła inną rzecz, ale nigdy nie prostowała włóczki i właśnie nie było to fajne ;) U Ciebie przeczytałam o tym po raz pierwszy. Dzięki wielkie :))

      Usuń
  3. w życiu bym na to nie wpadła, że można wełnę w taki sposób 'sprostować'! po prostu genialne :) Genialna Ty!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehee.. przed przeczytaniem Twojego wpisy, zaczelam pruc sweter zszyty pierwszą metodą którą nazwałaś " szew nie nadający się do sprucia" i sie ździwiłam :) Trudno hihih :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chcę się podzielić sposobem na wyprostowanie sprutego kordonka. Wystarczy nawinąć na butelkę, nalać do niej gorącej wody, owinąć folią aluminiową i ręcznikiem. No i zostawić na jakiś czas. To dla osób, które nie mają mikrofalówki. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze :)